4 lip 2013

Krasnoludki mieszkają w Basi ogródku

Basia, mała niebieskooka blondyneczka siedziała naburmuszona w swoim pokoiku na poddaszu. Ta ośmiolatka miała już dosyć wakacji. Połowa lipca, a ciągle lało i lało. Jej koleżanka Zuzia właśnie wróciła z wczasów ze słonecznego Egiptu, opalona i wypoczęta. A Basia do tej pory nie miała gdzie się opalić. Jest ciągle biała jak śnieg. I tak pewnie zostanie do końca wakacji. W tym roku rodzina nie zaplanowała żadnego wyjazdu, gdyż przeprowadzony wczesną wiosną remont domu, pochłonął wszystkie oszczędności.

Tegoroczne lato nie rozpieszczało nikogo.  Stałe opady deszczu dały się już wszystkim we znaki. Niebo nieustannie pokrywały ciężkie , ołowiane chmury.

Dlatego, gdy pewnego ranka Basia budząc się, zobaczyła jasne , promienne słoneczko na niebie zaglądające wprost do jej okna, postanowiła zażyć słonecznej kąpieli. A, że mieszkała w domku z ogródkiem to właśnie tam w ogrodzie zamierzała się poopalać. Temperatura w tym dniu od rana była wyjątkowo wysoka. Basia szybko coś przekąsiła, zabrała koc, okulary przeciwsłoneczne, książkę z bajkami i wychodząc z domu zawołała do mamy:

- Mamo idę się opalać, poleżę trochę na kocu w ogrodzie.



 

 

 

 

 

 

 

 

Mama poprosiła,  by nie leżała zbyt długo na słońcu, bo to grozi udarem, oparzeniami i potem można mieć problemy ze skórą.  Rozłożywszy koc, Basia wygodnie się na nim położyła. Zamknęła oczy. Słoneczko prażyło, czuła przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele.  Postanowiła poleżeć na słonku , potem przejść do cienia, pod stary wysoki orzech stojący na końcu ogrodu.  Tam między drzewami zawieszony był hamak, na którym bardzo lubiła czytać książki. Orzech chronił przed słońcem niczym olbrzymi parasol. Leżała już dosyć długo, gdy nagle ktoś lub coś  mignęło jej przed oczami. Szybko skierowała wzrok w kierunku, gdzie to zniknęło. Zobaczyła małego ludzika, chowającego  się pod krzaczkiem poziomek. Ten ludzik maleńki miał zielone spodenki, butki czerwone, czapkę z pomponem, długą siwą brodę, oczka szafirowe.

- W naszym ogródku krasnoludek! – zawołała zachwycona.

Chciała zapytać dlaczego się chowa, ale w tym momencie mama zawołała:

- Basiu dosyć tego opalania, leżysz już bardzo długo na słoneczku. Jest samo południe, nie powinno się opalać.

Basia była zła na mamę, bo krasnoludek gdzieś zniknął. Niechętnie przerwała opalanie. Wróciła do domu. Pokręciła się troszeczkę w pokoiku, a kiedy mama zajęta była gotowaniem obiadu, po cichutku, po kryjomu znowu się wymknęła. Miała nadzieję, że spotka krasnoludka,  porozmawia sobie z nim. Ponownie koc na słońcu rozłożyła i wygodnie sie na nim położyła. Z nieba bił ogromny żar, słoneczko niemiłosiernie grzało. Basia cieszyło, że się wreszcie sie opali. Będzie mogła pokazać Zuzi , że i ona jest jak czekolada. Nie minęło wiele czasu, a znowu zobaczyła tego samego krasnoludka co poprzednim razem. Krasnoludek tym razem nie chował się przed nią , wręcz przeciwnie,  z uśmiechem na twarzy kroczył do niej ,niosąc  malutki kubek. Basia zastanawiała się co tam jest w tym kubeczku. Miała  wielką ochotę  napić się z niego , bo była bardzo spragniona.

- Wiesz Basiu to jest bajkowy ogródek- zagadnął wesoło krasnoludek, stanąwszy przed Basią- gdybyś chciała przeżyć jakąś wspaniałą przygodę, to musisz wypić wodę, którą mam w tym kubku. To woda zaczarowana, z cudownego tajemnego dzbana. Ta woda moc tajemną posiada, kto ją wypije przygód wiele przeżyje. Nie bój się kochanie, krótkie jest wody działanie kiedy jej moc ustanie na powrót do swego świata się przedostaniesz.

A, że Basia bardzo spragniona była, szybko wodę z kubeczka wypiła. Zaraz dziwy jakieś zobaczyła. Znalazła się przed ogromnym starym zamkiem z wieżyczkami i krużgankiem. Za murem zobaczyła tłum ludzi wiwatujących na czyjąś cześć. Na dziedziniec wjeżdżały karety. Jacyś dostojni goście z nich wysiadali. To im tłum wiwatował.

- Co się dzieje Basia pyta krasnoludka?

Ale krasnoludek gdzieś zniknął. Zamiast niego jakaś młoda, dziwnie ubrana kobieta chwyciła Basię za rękę. Ubrana była w jakiś  starodawny strój, a na głowie miała ubrane coś, co przypominało toczek z woalką, ale jakby ubrany tył do przodu. Basia zaśmiała się . Kobieta popatrzyła na nią groźnym wzrokiem i szepnęła:

- Pośpieszmy się, czasu mamy niewiele, a tyle jeszcze pracy przed nami. Król Artur już przyjechał. Tam stoi jego złota kareta.  Musisz się szybko wykąpać i założyć ślubną suknię. Szukałyśmy cię z dworkami całe popołudnie. Gdzie się schowałaś księżniczko, gdzie przebywałaś?

Basia zaniemówiła słysząc to.

- Ja księżniczką? Dziś mój ślub?- otworzyła buzię ze zdziwienia.

- Tak kochanie. Jesteś księżniczką, dziś twój ślub z królem Arturem- nie pamiętasz? To uderzenie w głowę chyba pamięć ci odebrało? Masz olbrzymiego guza. Mam nadzieję, że szybko ci pamięć wróci. Teraz  śpieszmy na zamek.

Dwanaście panien służebnych otoczyło Basię . Zaprowadziły ją prosto do łaźni. Protest Basi na nic się nie zdał. Nikt jej nie słuchał. Panny służebne zdarły z niej sukienkę i zanurzyły Basię w wannie z wonnościami.

- Oj, gorąca woda!- Basia krzyknęła- parzy zaraz się tu usmażę!

Przerażone panny szybko ją wyciągnęły. Parzyć na chwilę przestało, ale w głowie Basi zaszumiało. Zachwiała się, głowa ją rozbolała, duszno jej się zrobiło, serduszko mocno zabiło.

-Co się ze mną dzieje? Ja chyba zaraz  zemdleję!– zawołała.

Oblała się potem cała, osłabiona, padła w czyjeś ramiona. Z trudem otworzyła oczy i kogo zobaczyła?–  mamę.  Zatrwożona mama spoglądała na Basię.

- Basiu!  Basiu !- wołała.

Przyłożyła rękę do czoła Basi, a Basia cała rozpalona. Na pomoc ciocię Alę mama szybko zawołała. Ciocia Ala właśnie  w odwiedziny do nich przyjechała. Ciocia jest pielęgniarką w szpitalu. Wie jak udzielać pierwszej pomocy. Zadysponowała, by Basię przenieść do cienia. Podała jej szklankę chłodnej wody z łyżeczką soli. Mama przyniosła  wilgotne ręczniki i wspólnie z ciocią, obłożyły nimi Basię. Zimne okłady, przyniosły ulgę, ochładzając rozgrzane ciało.

- Na szczęście obejdzie się bez lekarza.- powiedziała ciocia - widzę poprawę. Nie ma gorączki, to dobry znak.

- Musisz teraz dużo pić wody z solą  i przebywać tu w cieniu– powiedziała do Basi.

Basia zaczęła żałować , że nie posłuchała mamy i tak długo na słońcu leżała. Mogło się to skończyć dużo gorzej, może nawet pobytem w szpitalu. Pomyślawszy chwilę, tak mamie powiedziała:

- Mamo wiem, że źle zrobiłam, ale nie masz pojęcia jak świetnie się bawiłam. Widziałam krasnoludka, byłam księżniczką…..

- Dobrze, dobrze- przerwała jej mama- widzę kochanie, że dobrze się już czujesz, bo troszeczkę fantazjujesz.

Razem z ciocia Alą uściskały Basię i zaśmiały  głośno. Basia im zawtórowała. Ich radosny śmiech długo jeszcze roznosił się po ogródku. Zwabił  tatę,  który właśnie wrócił z pracy.

- Co wam tak wesoło?- zapytał.

Basia w skrócie opowiedziała tacie swoją przygodę. A tata tylko skwitował:

- To teraz na pewno zapamiętasz, że nie wolno leżeć na słońcu godzinami,

bo to grozi udarem i oparzeniami.

-Tak tato- zapamiętam, szybko odpowiedziała podekscytowana Basia.

3 komentarze:

  1. Antoneto,
    coraz bardziej mnie zaskakujesz swoimi pięknymi bajkami.
    I dzisiejszą czytałam z wielkim zaciekawieniem.
    Śmiało możesz je wysłać na konkurs, bo nie dość, że są ładne to są przy tym edukacyjne.
    Wysyłaj a ja będę trzymała kciuki.
    Życzę Ci szczęścia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam
    Cieszę się, że bajki się podobają. Moje wnuki również słuchały z wielkim zainteresowaniem. Mam nadzieję że i innym małym dzieciom przypadną do gustu.
    Pozdrawiam
    Antoneta

    OdpowiedzUsuń
  3. Niespodzianka dla Ciebie na moim blogu:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń